Patryk Szymański (20-4, 10 KO) przegrał z Przemysławem Gorgoniem (11-6-1, 5 KO) w pojedynku wagi super średniej podczas gali MB Boxing Night 7: "Na krawędzi". – Nie chcę być kelnerem – mówił z żalem w rozmowie z Sebastianem Szczęsnym.
Starcie Szymańskiego i Gorgonia mogło emocjonować. – Wydawało mi się, że przez cztery rundy miałem dużą kontrolę. Nie przyjąłem żadnego ciosu, a do niego jakieś dochodziły – opisywał Szymański. Kluczowym momentem był nokdaun na kilkadziesiąt sekund przed zakończeniem ostatniej, szóstej rundy.
– Faktycznie, dotknąłem kolanem, ale był to bardziej efekt położenia się Przemka na mnie. Przycisnął mnie swoim ciężarem – tłumaczył Szymański. – Byłem pewny, że wygram na punkty. Sędziowie patrzą z boku, widzą inaczej – dodał.
W rozmowie z reporterem TVP Sport, Szczęsnym, przyznał jednak, że nawet odmienny werdykt nie zmieniłby jego spojrzenia na swoją dyspozycję. – Wygrana nie zmieniłaby moich odczuć, bo walka była bardzo słaba – stwierdził. – Nie interesuje mnie bycie kelnerem. Kocham boks, ale nawet jak się kocha, nie można mieć wszystkiego. Trzeba czasem podjąć racjonalne decyzje i przewartościować pewne rzeczy – mówił, dodając, że zaraz po walce nie chce składać wielkich deklaracji.